Sprawdź nasze CASE STUDIES >>> ZOBACZ

Co właściciele sklepów internetowych muszą wiedzieć, zanim spanikują? Nowe przepisy od 19.06.2026

3 min czyt.
E-commerce
Poradnik
Spis treści

    Po skrzynkach właścicieli sklepów internetowych krążą maile: „od 19 czerwca rewolucja, trzeba wdrożyć, inaczej kary”. To klasyka. Zamiast kupować strach, warto sprawdzić u źródła. Oto co naprawdę wynika z przepisów. O tym jest ten tekst, a także o tym, jakie opcje ma każdy właściciel e-sklepu oraz o naszym autorskim rozwiązaniu. Enjoy!

    Dyrektywa UE, którą Cię straszą: co to w ogóle jest? 

    Chodzi o Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2673 z 22 listopada 2023 r. I tu pierwsza rzecz, którą większość blogów pomija: formalnie ta dyrektywa zmienia dyrektywę 2011/83/UE w odniesieniu do umów o usługi finansowe zawieranych na odległość i uchyla starą dyrektywę 2002/65/WE. Czyli z tytułu: „usługi finansowe”. Brzmi, jakby właścicieli zwykłych sklepów nie dotyczyło. Nic bardziej mylnego.

    Ta sama dyrektywa dorzuca do przepisów konsumenckich nowy artykuł 11a, o funkcji odstąpienia od umowy w interfejsie online. UOKiK wprost wskazuje, że ten konkretny przepis dotyczy wszystkich rodzajów umów zawieranych na odległość, nie tylko usług finansowych.

    Mówiąc po ludzku: tytuł o bankach, ale guzik do zwrotu musi mieć każdy normalny e-commerce. Łatwo to przeoczyć, bo wystarczy przeczytać „financial services” i odetchnąć z ulgą. Niesłusznie.

    Kogo to dotyczy? I dlaczego Ciebie?

    TL;DR: Każdego, kto sprzedaje konsumentom przez internet: towary, usługi, subskrypcje. Sklepów prowadzących czysty hurt B2B z innymi firmami nie dotyczy. Proste.

    Nowe unijne przepisy od 19 czerwca: od kiedy?

    Dyrektywa miała być wdrożona do prawa krajowego do 19 grudnia 2025 r., a jej przepisy stosuje się od 19 czerwca 2026 r. Od tego dnia to nie jest „fajnie by było”, tylko obowiązek.

    Co konkretnie sklep musi mieć na stronie?

    1.     Widoczny, łatwo dostępny przycisk odstąpienia, oznaczony jednoznacznie, np. „Odstąp od umowy” albo „Odstąp od umowy tutaj”. Ma być dostępny przez cały okres, w którym klient może zrezygnować. Nie schowany w regulaminie pod trzecim rozwijanym menu.

    2.     Krok potwierdzenia: klient podaje dane albo wybiera produkty z zamówienia i dopiero potem klika „Potwierdź odstąpienie”.

    3.     Automatyczne potwierdzenie na trwałym nośniku, w praktyce mail z datą i godziną zgłoszenia, danymi zamówienia, treścią oświadczenia i numerem zgłoszenia. Sam komunikat na stronie to za mało.

    Dwie rzeczy, które warto wyprostować

    Po pierwsze: to nie jest „zwrot jednym kliknięciem”.
    Brzmi chwytliwie, ale jest dokładnie odwrotnie do tego, czego chce ustawodawca. Motyw 37 dyrektywy wymaga potwierdzenia zamiaru klienta, właśnie po to, żeby nikt nie odstąpił od umowy przez przypadkowe kliknięcie. Rozwiązania typu „one click”, bez wyraźnego, osobnego kroku potwierdzenia, mogą nie spełniać tego wymogu. Jeśli ktoś sprzedaje właścicielowi sklepu „magiczny przycisk jednego kliknięcia”, to albo nie czytał dyrektywy, albo liczy, że właściciel nie czytał. Dobra wiadomość: przepis nie narzuca jednego konkretnego rozwiązania technicznego, określa tylko efekt dla konsumenta. Zostaje swoboda, byle było uczciwie i prosto.

    Po drugie, i to dobra wiadomość dla każdego sklepu: nowe przepisy nie zmuszają do przyjmowania każdego zwrotu.
    Dyrektywa nie znosi dotychczasowych zasad zwrotów i nie tworzy powszechnego prawa do zwrotu każdego produktu. Dalej obowiązują wyłączenia: towary robione na indywidualne zamówienie, szybko psujące się, artykuły higieniczne po otwarciu opakowania. Nie ma też obowiązku darmowych zwrotów, koszt odesłania nadal może ponosić klient, jeśli sklep poinformował go o tym w regulaminie. Sklep płaci więc za wygodny proces, nie za rozdawanie pieniędzy.

    Co z tym zrobić w praktyce?

    Sklepy na gotowym SaaS (Shopify, IdoSell) w większości przypadków dostaną to aktualizacją systemową od dostawcy. Po stronie właściciela zostaje sprawdzenie trzech rzeczy: czy w jego szablonie przycisk faktycznie się pokazuje i nie jest niewidoczny, czy maile potwierdzające realnie wychodzą i czy regulamin w sekcji o odstąpieniu jest aktualny. Pięć minut roboty, święty spokój.

    Sklepy na open-source (WooCommerce) muszą zająć się tym same, bo to nie zrobi się automatycznie. Tu potrzebny jest ktoś, kto ogarnie to technicznie i poukłada cały proces: zgłoszenie, status, potwierdzenie, dalszą obsługę. Bo sam przycisk to dekoracja. Prawdziwe pytanie nie brzmi „czy sklep ma przycisk”, tylko „czy po jego kliknięciu cokolwiek się dzieje”: czy zgłoszenie ma datę, status, czy trafia do obsługi, magazynu, księgowości.

    JESZCZE RAZ. To nie jest rewolucja, która wywróci e-commerce do góry nogami. To porządek w obsłudze posprzedażowej, który i tak warto mieć. Ryzyko jest realne (kary, reputacja), ale rozwiązanie jest prozaiczne: ktoś kompetentny sprawdza trzy rzeczy (przycisk, maile, regulamin) i temat schodzi z głowy. Właściciel sklepu nie musi robić tego sam. Jego rolą jest dopilnować, że pytanie zostało zadane, a odpowiedź brzmi „tak”.

    Subscribe
    Powiadom o
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Avatar photo
    Jarosław Dudek

    Spis treści

        Skontaktuj się z nami


        Kontakt