In Poland we don’t say – o co chodzi w tym trendzie? [Kilka najlepszych przykładów z sieci]

Content

Od kilku dni portale społecznościowe pękają w szwach od krótkich wiadomości zaczynających się od: „In Poland we don’t say”. Ba. W tę zabawę zaczęły angażować się również firmy, które idealnie wyczuły RTM-owy moment. O co chodzi w nowym trendzie i jak można go wykorzystać w działaniach marketingowych marki? Oto kilka naszych przemyśleń!

 

“In Poland we don’t say” – skąd się wzięło?

Co jakiś czas w sieci pojawia się jakieś wyzwanie (na miarę Dolly Parton Challenge, o którym pisaliśmy TUTAJ). Wiele z nich staje się prawdziwymi hitami, w których udział biorą nie tylko „zwykli” internauci, ale również większe i mniejsze marki. Tak było z wylewaniem na siebie kubła zimnej wody, publikowaniem zdjęć z dzieciństwa czy legendarnym już trendzie pt.: „Jak się nie podoba, to…”. 

Od kilku dni znów jesteśmy świadkami internetowej zabawy. Skąd się wzięła? Wiemy, że to nie jest prawdziwa świeżynka, tylko odgrzewany kotlet. Nasze śledztwo doprowadziło nas do dnia 14 kwietnia 2013, kiedy to użytkownik Tumblr o nicku werepuppyscott napisał:

„In France, they don’t say ‘I Love You’. They say instead “cet homme a volé un peu de pain et je vais le chasser pour le reste de sa vie avant de sortir avec lui, je veux dire le mettre en prison”. To ukłon w stronę Nędzników Wiktora Hugo i w dosłownym tłumaczeniu oznacza, że Francuzi nie mówią: “kocham Cię”, oni mówią: “Ten człowiek ukradł trochę chleba i będę go ścigać do końca jego dni, zanim wsadzę go do więzienia”… no jakoś tak.

Już kiedyś to grali, komuś się przypomniało… i się zaczęło. Kilka dni temu na Twitterze ponownie zaczęły pojawiać się zabawne tweety, a potem szybko przeniosło się to na inne kanały społecznościowe. 

 

“In Poland we don’t say” – o co chodzi?

Na pierwszy rzut oka sprawa jest prosta, wystarczy humorystycznie porównać angielski i polski. Trzeba jednak pamiętać o tym, by (jak w przypadku każdego RTM) było kreatywnie, dowcipnie – z „tym czymś”. Jak więc to zrobić dobrze? Wystarczy znaleźć typowy dla języka angielskiego zwrot i naprawdę zabawnie go „przetłumaczyć” na polski. Co trzeba dodać? To, że to typowo polski trend i jak pokazują poniższe przykłady, jesteśmy w nim mistrzami świata! W końcu – jak twierdzą niektórzy – to doskonała nauka praktycznego języka polskiego.

“In Poland we don’t say” – jak wykorzystać w działaniach marketingowych?

Po pierwsze trzeba powiedzieć jasno – nie każda marka może sobie pozwolić na takie puszczenie oczka do swoich odbiorców/klientów. Wszystko zależy od strategii komunikacji. Z tym wyzwaniem jest jak z każdym innym RTM – dobrze zrobione może wywindować daną firmę na szczyt popularności. I to przy praktycznie znikomych/żadnych nakładach finansowych. Jeżeli możesz sobie na to pozwolić, warto byś uwzględnił to wyzwanie w swoich działaniach marketingowych. Tym bardziej, że konkurencja nie śpi. Oto kilka kreacji “In Poland we don’t say”, które przygotowały znane polskie marki:

KOMPLEKSOWY AUDYT SOCIAL MEDIA

SPRAWDZIMY PROFILE TWOJEJ MARKI NA FACEBOOKU LUB INSTAGRAMIE I POWIEMY CI, JAK DOCIERAĆ DO JESZCZE WIĘKSZEJ LICZBY FANÓW

Jak widzisz na popularności trendów internetowych można sporo zyskać. Warto – oczywiście, jeżeli Twoja komunikacja i asortyment na to pozwalają – brać w nich udział. To szybki i bezpłatny sposób na to, by szybko wwiercić się w świadomość internautów. Jednak jeżeli nadal nie masz pomysłu na to nowe wyzwanie, w tym tekście znalazłeś kilka inspiracji.

Na koniec, w ramach bonusu, szybkie case study z naszego podwórka. TUTAJ pisaliśmy o komunikacji w social media dla trudnej branży i wspominaliśmy również o działaniach Real Time Marketingowych. 

Na potwierdzenie, zobaczcie jak wbicie się w trend przez jednego z naszych klientów – producenta stolarki otworowej KRISPOL pięknie rozgrzało publiczność i na ten moment wykręciło już ładny wynik. 

Kwota wydana przez nas na reklamę to do tej pory 24,66 zł.

Justyna Mudło

Justyna Mudło

Social Media Manager

Gadatliwy milenials z entuzjastycznym podejściem do życia. W pracy siedzi głównie na Fejsie, ale jej ulubioną platformą jest Instagram – jest też szkoleniowcem z tego zakresu. Jest częścią zespołu relacjonującego konferencję I love Marketing w mediach społecznościowych. Kocha rower, dłuuuugie śniadania na mieście i koty, maniakalnie chodzi do kina i zna pół Netflixa na pamięć.
Marianna Krupa

Marianna Krupa

Content Marketing Manager

Zaczynała jako copywriter, teraz ma na głowie cały content, jaki Agencja produkuje dla swoich klientów. Odpowiada za strategie, plany, zestawienia i większość żartów w biurze. Opisuje świat słowami kluczowymi i niesie dobrą nowinę dalej: szkoli z zakresu Content Marketingu. Prywatnie miłośniczka designu by PRL, dobrej książki i leniuchowania. W tym roku na pewno nie pobiegnie w maratonie.
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Sarah
Sarah
21 dni temu

„Jeżeli możesz sobie na to pozwolić, warto byś uwzględnił to wyzwanie w swoich działaniach marketingowych” – dlaczego drogie panie piszecie tylko do mężczyzn? 😉

Marianna Krupa
Marianna Krupa
20 dni temu
Reply to  Sarah

Szanowna Pani, dziękujemy za ten głos! Zapewniamy Panią, że kierujemy swój tekst do każdego – bez rozróżnienia na płeć. Za bardzo trzymałyśmy się zwyczaju pisania/zwracania się w rodzaju męskim i męskoosobowym w tekstach w sieci.