Audyt Treści – co to takiego i dlaczego trzeba o nim pomyśleć? 8 faktów

Content

 

Wszyscy wręcz do znudzenia powtarzają, że trzeba produkować treści w internecie. Zapełniasz zatem opisami swoje kategorie i podstrony produktowe. Piszesz artykuły poradnikowe, wrzucasz posty na swojego bloga. Nieobce są Ci notki prasowe, a także artykuły o Twoim biznesie, które ukazują się w serwisach zewnętrznych. Teoretycznie robisz wszystko elegancko, praktycznie: jest szansa, że przepalasz budżet. I tutaj wchodzi ON – AUDYT CONTENTU na Twojej stronie i poza nią. Dokument, który wytknie Ci Twoje błędy i pokaże, jak je rozwiązać. To remedium na wszelkie contentowe bolączki i szerokie spojrzenie na temat produkowanej przez Ciebie treści. Ale po kolei. Śmieszki na bok. Poniżej postaram się Cię przekonać, że Audyt Treści to coś, o czym musisz pomyśleć w najbliższym czasie. Zrobię to, przedstawiając 8 faktów na temat audytu.

 

FAKT nr 1: Audyt Treści na stronie internetowej a konkurencja, czyli treści produkują wszyscy

No, może przesadzam i lekko poszłam w clickbaitowy nagłówek. Ale coś w tym jest. Treści produkuje wielu Twoich konkurentów. Gdy czytasz te słowa, u Twojej konkurencji powstaje tekst, który zbuduje widoczność jej serwisu na frazę “spawarka inwertorowa do 300 zł” (o dziwo 40 osób w miesiącu takiej szuka, co daje przesłanki do twierdzenia, że w każdym miesiącu 40 osób w Polsce ma wolne max 3 stówki i chce je przeznaczyć na spawareczkę). Jeżeli 40 osób nie robi na Tobie wrażenia, a Ty nie sprzedajesz spawarek, to może przekona Cię słowo kluczowe “sukienka hiszpanka na wesele”, której szuka 1600 osób w tym miesiącu.

Ale do rzeczy. Dziś opisy kategorii, prowadzenie firmowego bloga czy pisanie tekstów na zewnątrz nie jest już różowym słoniem na środku pokoju. To nic ekstrawaganckiego. Większość serwisów jest w ten sposób zagospodarowana. Więc nie zakładaj, że pisząc 2 teksty w miesiącu jesteś kilka kroków przed konkurencją. Warto to sprawdzić. I tutaj dochodzimy do pierwszego faktu na temat audytu treści na stronie www: dokładnie raportuje, jakie działania contentowe prowadzą konkurencyjne sklepy. Ba! Na które frazy kluczowe widoczna jest Twoje konkurencja i jaki dokładnie wpis blogowy jej to zapewnił. Taaadaaaam!

FAKT nr 2: Roboty Google’a nigdy nie śpią, a Twoi czytelnicy owszem…

Nie będę Cię oszukiwać. Dobry content na stronie to złoty środek między tym, co chcesz powiedzieć, Twoi czytelnicy chcą przeczytać, a roboty Google’a się z tego ucieszą. Brzmi enigmatycznie, ale sprawa jest prosta. Zanim napiszesz kolejny wpis na blogu o tym, dlaczego warto brać udział w Międzynarodowych Targach Branży Mięsnej w Seulu (nie googluj, zmyśliłam ten event) i pokażesz zdjęcia z tej imprezy, może wsłuchasz się w potrzeby swoich klientów? Oni nie szukają w sieci informacji o tym, kto był na targach, ale raczej podchodzą do sprawy pragmatycznie:

Widzisz te zielone wzrosty w trendach? Coś jest na przysłowiowej rzeczy. 🙂

Co ma do tego audyt treści? Okazuje się, że dużo. Bo da Ci odpowiedź na pytanie, czego Twoi klienci szukają, jakie zgłaszają Cioci Google problemy i skonfrontuje to z tym, co masz na stronie. Mówiąc prościej: sprawdzimy, na ile jesteś czuły na potrzeby użytkowników. I czy robisz to dobrze – bo przecież tekst pod tytułem: “Czy kabanosy są zdrowe? X rad eksperta firmy Krupex” również potrzebuje analizy fraz, SEO-optymalizacji i linkowania wewnętrznego. Roboty Google’a nie śpią.

 

FAKT 3: Czy ktoś w ogóle czyta Twojego bloga?

A może panuje tam cisza jak po śmierci DJ-a? Nie ma co wróżyć z lotu ptaków, trzeba wejść do Google Analytics oraz kilku innych narzędzi i sprawdzić, co się dzieje z Twoimi treściami blogowymi. Jest kilka scenariuszy, niestety tylko jeden, który Ci się spodoba – ten, w którym Twój poradnik “Jak wybrać buty do biegania po asfalcie? 345 rady” nie tylko jest czytany i w każdym miesiącu wchodzi na niego 300 nowych osób, ale również dzięki niemu kupują one polecane buty sportowe. W pozostałych historiach może się wydarzyć:

Primo: nikt nie czyta tekstów, nawet najlepiej skonfigurowany GA nie notuje danych. Treści są niewidoczne na frazy kluczowe i mało interesujące dla czytelnika.
Po drugie primo: Piszesz fajne teksty, nawet wczułeś się w potrzeby czytelników, oni je znajdują w sieci, wchodzą… i szybko wychodzą. Nikt nie wie dlaczego współczynnik odrzuceń sięga 91%.
Po trzecie primo: Piszesz fajne teksty, ludzie wchodzą, czytają, pewnie nawet cieszą się, ale z jakiegoś powodu nie konsumują innych treści na Twoim blogu.
Primo ultimo (czy jakoś tak): Wyszukują, wchodzą, czytają, cieszą się, ale treści, które powinny konwertować, nie konwertują i nikt nie wybiera propozycji z tekstu: “Oryginalny prezent na Dzień Matki w 345 propozycjach”.

 

FAKT 4: Niewielu łączy kropki na contentowej mapie

Bywa i tak, że firma jest świadoma tworzenia contentu i nawet wie, jak robić to dobrze. Niestety działania są trochę strzałami. Dlaczego? Bo nie jest to wpisane w plan contentowy – osobno tworzy się posty na bloga, osobno opisy kategorii, jeszcze inna ekipa zajmuje się tworzeniem infografik, a nawet ktoś opiekuje się YouTubem. Fajne, fajnie, ale gdyby spojrzeć na to szeroko i wspierać jedne typy contentu drugimi?

Okazuje się, że częstą praktyką jest kanibalizowanie wpisów blogowych z opisami kategorii, przez co robociki mają nie lada wyzwanie i są pobudzane do refleksji – zastanawiają się, czy na zapytanie: “ogórki kiszone BIO” pokazać podstronę produktową (właśnie te ogórki) czy też wpis blogowy.

Albo masz wpis blogowy pt.: “Jaki wybrać materac?” (to zapytanie wpisuje w pole wyszukiwarki 480 osób w miesiącu) i również zrobiłeś filmik pod takim tytułem, ba, nawet infografikę. I w tekście nie ma mowy o filmie i infografice, we wrzutce na sociale jest infografika, ale ani słowem nikt się nie zająknął o tekście i filmie… Uderzaj ze wszystkich stron. Dawaj czytelnikowi pełną wiedzę i staraj się pokazywać mu, że naprawdę contentowo jesteś level master.

Po raz kolejny zadajesz sobie pytanie, co do tego ma audyt content marketingu? Po raz kolejny odpowiadam: to również zostanie sprawdzone. 🙂

 

FAKT 5: SEO zawsze czuwa, czyli co należy poprawić?

Oj tak. Dzięki niemu nie przepalasz budżetu i trafiasz tam, gdzie powinieneś/powinnaś. No i kochają Cię całe zastępy obecnych i przyszłych klientów, a także algorytm patrzy na Ciebie łaskawym okiem. Jesteś szampanem wśród serwisów internetowych. By jednak ta piękna wizja mogła się ziścić, trzeba wszystko posprawdzać i ewentualnie wdrożyć plan naprawczy. Do rzeczy. Audyt treści wyszczególnia wszelkie url w obrębie serwisu (z tego miejsca chciałam podziękować Screaming Frog), zarówno te będące kategoriami, jak i podstrony produktowe czy też adresy wpisów blogowych. Dzięki temu mamy również szybki wgląd w to, jakie na danych podstronach masz ustawione meta dane, H1 czy HX. Posuwamy się również do tego, by sprawdzić, na jakie słowa kluczowe widoczny jest dany wpis blogowy czy podstrona produktowa. To nie jest koniec. Jesteśmy na tyle bezczelni, że porównujemy te dane z Twoją bezpośrednią konkurencją i wyciągamy wnioski.

Tylko napomknę, że takie wnioski wyciągnęliśmy TUTAJ.

 

FAKT 6: Czy wiesz, jak długie teksty musisz pisać? Audyt treści zaradzi!

Gdybym miała prowadzić ranking zadawanych mi pytań w moim pracowniczym życiu, to zaraz po tym: “dlaczego trzymasz nogi na biurku?”,  znajduje się: ”jak długie treści pisać?”. Ileż ja to się nagimnastykowałam, żeby w końcu wszystkim obok wyjaśnić, że tutaj nie ma jednej odpowiedzi. Że to zależy od wielu czynników i trzeba dodać do siebie potrzeby, możliwości, zapotrzebowanie, popyty, podaże i logarytmy z KPI. Trzeba by jeszcze zrobić z tego silnię, deltę i macierze wielowskaźnikowe – cokolwiek to znaczy. 😉

A tak serio. Mamy narzędzia, które pokazują, że aby tekst blogowy pt.: “Jaki zegarek do smokingu? X stylówek” był widoczny w serpach wysoko na frazę “zegarek do smokingu” powinien mieć minimum 14000 zzs i być dobrze nasycony frazami kluczowymi.

Audyt treści: jak długie teksty pisać?

Długość tekstów (w słowach) w TOP 5, z którymi chcesz konkurować w wynikach wyszukiwania na to słowo kluczowe, kształtuje się następująco:

Jak widzisz, pytanie o długość tekstu, a właściwie odpowiedź na nie, to nie jest takie wsiadł na rower  pojechał. Trzeba wszystko prześledzić, poklikać, korzystać z narzędzi i interpretować zebrane dane. W każdym audycie treści, który przygotował mój zespół, znajdują się informacje co do długości tekstów, na których naszym klientom najbardziej zależy. Oczywiście długość jest tylko jednym ze wskaźników, do tego należy doliczyć całą masę parametrów SEO konkretnego tekstu, o których przy okazji też piszemy. Tylko tyle i aż tyle.

 

FAKT 7: Jak ogarnąć chaos treści na stronie?

A co jeśli okaże się, że nie masz opisów kategorii – lub masz kijowe? A co jeśli nie wiesz, które treści blogowe powinny bezwzględnie powstać  to w najbliższym czasie? Spokojnie. Tutaj też wchodzimy cali na biało z audytem i robimy plan działań contentowych na 3 najbliższe miesiące. Dlaczego to takie ważne? Prawdopodobnie nie dysponujesz budżetem pozwalającym wyprodukować w miesiącu 10000 tekstów blogowych i na opisanie wszystkich kategorii. W sumie to chyba niewielu takim dysponuje. I doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Chcesz działania rozłożyć w czasie – zaczynając od tego, co jest najważniejsze. Dlatego też dajemy naszą rekomendację i jasno wskazujemy, które obszary wymagają “zaopiekowania” w pierwszym kroku. Jak to wygląda w praktyce? Chcesz sprzedawać więcej podpałek do grilla (narodowe grillowanie trwa od maja do września), a podstrona Twojego serwisu nie jest widoczna nawet na takie frazy? A może chcesz nieść kaganek oświaty i edukować społeczeństwo nt. “Podpałka do grilla w płynie – dlaczego warto (lub nie warto;))”? Ale tekst o takiej podpałce w Twoim serwisie ma tytuł: “To, co daje ogień”, ma 700 zzs (a w sumie warto, by miał 3828 zzs) frazy kluczowe w kilku miejscach, odpowiedni alt, title tag itd.

 

FAKT 8: Treści na stronie w typie „petarda”: czy jesteś cytowany?

Oczywiście to ogromne uproszczenie. Chodzi o linki zwrotne do Twojej domeny, ściślej: do Twojej treści, które umieszczają inni piszący u siebie. Jak to działa? Masz na swoim blogu artykuł o tym, na co należy zwrócić uwagę podczas wyboru odkurzacza do wągrów (serio takie coś istnieje). Jest to taka petarda merytoryczna, że każda blogerka/każdy bloger w tym kraju, pisząc o tym odkurzaczu, odwołuje się do Twojego tekstu. Oczywiście z podaniem źródła w formie odnośnika z atrybutem dofollow lub nofollow. Ty zyskujesz cenne linki i fejm eksperta. Ale. Żeby tak mogło się zadziać, konieczne są dobre, aktualne, merytoryczne i ciekawe treści. Czy na pewno masz takie u siebie? To jedno z marketingowych pytań granicznych. Warto na nie znać odpowiedź.

Mawiają, że nie od razu <wpisujcie miasta> zbudowano… no ale ktoś kiedyś postawił pierwszą cegiełkę, a potem POSZŁO. Tak właśnie jest z audytem treści. Jego pierwsze ustalenia są cegiełką, kolejne zaprawą murarską najwyższej klasy, a cały audyt to budowla w stylu loftowym gdzieś w Nowym Jorku. W gruncie rzeczy chodzi przecież o to, byś nie przepalił budżetu na działania, które nic Ci nie dają. Masz również realizować założone sobie gdzieś kiedyś cele i pisać treści, które pokochają miliony. Twoje działania mają być spójne, nastawione na wspieranie siebie nawzajem i uporządkowane. W ogólnym rozrachunku masz przecież wyprzedzić konkurencję nie tylko o grubość lakieru, ale długość auta, szerokość drogi i kolejne dystanse, które zrobią z Ciebie MISTRZA. Drogę do tytułu wyznacza audyt treści. Nadal traktowany jako dużo młodszy brat audytu SEO i nadal nikt nie chce się z nim bawić. A szkoda. Mały ma dużo do powiedzenia i jest spoko.

O audycie treści na stronie internetowej można mówić i mówić. A skoro przy mówieniu jesteśmy. Przeprowadzę darmowy webinar na temat audytu treści na stronie www. Chcę w nim poruszyć najważniejsze informacje, pokazać taki audyt od kuchni, przedstawić kilka podstawowych błędów w content marketingu. Zahaczę o linki, wpisy, SEO (meta dane, alty, ruch i wiele więcej). Wszystko na żywym organizmie. 😉 Jeżeli temat Cię zainteresował, zarezerwuj sobie czas 20 maja 2021 w okolicach wieczora.

Darmowy webinar

Marianna Krupa

Marianna Krupa

Content Marketing Manager

Zaczynała jako copywriter, teraz ma na głowie cały content, jaki Agencja produkuje dla swoich klientów. Odpowiada za strategie, plany, zestawienia i większość żartów w biurze. Opisuje świat słowami kluczowymi i niesie dobrą nowinę dalej: szkoli z zakresu Content Marketingu. Prywatnie miłośniczka designu by PRL, dobrej książki i leniuchowania. W tym roku na pewno nie pobiegnie w maratonie.
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments